Weszła do zamku ocierając oczy. Nie patrzyła przed siebie tylko szła.
Nie zważała na innych uczniów którzy wychodzli z wielkiej sali lub zmierzali do biblioteki, szła prosto. Ktoś za nią zawołał. Hermiona odwróciła się i ujrzała Lunę.
- Cześć Hermiono! - podbiegła do dziewczyny.
- Luna. - powiedziała Granger, uśmiechając się lekko.
- Mój tata ma róg Chrapaka Kretorogiego.
- Pewnie jest bardzo interesujacy. Wybacz Luna ale bardzo się spieszę. - odrzekła Hermiona i wyminęła Lunę.
- Opowiem ci innym razem! - zawołała za nią dziewczyna.
- Morelowy sorbet. - krzyknęla Granger do Grubej Damy i przeszła przez dziurę pod obrazem.
Rozejrzała się po pokoju wspólnym i ruszyła do sypialni dziewczyn. Rzuciła torbę z książkami na lóżko i poszła wziąść długi prysznic. Hermiona przebrała się w piżamę i wskoczyła do łożka. Nie zauważyła nawet kiedy zasnęła, ale obudziło ją drapanie wąsów Krzywołapa na jej twarzy.
- Idź sobie. - mruknęła Granger i odwróciła się na drugi bok. Kociak posłusznie zszedł żeby za chwilę wejść z powrotem na łóżko dziewczyny i zacząć lizać jej policzek.
- No odczep się... - machnęła ręką i zrzuciła zwierzę ze swojej twarzy.
Krzywołap prychnął i zwiał. Hermiona spojrzała na zegarek na jej szafce nocnej. Ósma.
Wszyscy w pokoju jeszcze spali, była sobota, ale Hermiona wstała z łóżka. Odkopała się z koców w które była zawinięta, złapała szczotkę do włosów i ruszyła do łazienki. Po chwili wyszła, ubrana uczesana i umyta. Zeszła do pokoju wspólnego gdzie ujrzała Ginny.
- No i jak było? - zapytała rudowłosa kiedy Granger usiadła obok niej.
- Nie poszłam. - odpowiedziała po chwili.
- A co znowu zrobił Malfoy? - zapytała Ginny ponownie.
Hermiona nie odpowiedziała.
- Co zrobil? - ponowiła pytanie ruda.
-Nic... Poprostu... Poprostu jest ślizgonem...
- No wiesz co. To, że jest ślizgonem wcale nie znaczy ze jest zły. Znaczy no jest zły... Ale nie tak bardzo. - broniła Malfoy'a Ginny. - Wiesz... Tak naprawdę Blaise mówił, że nie jest zły... To znaczy jako kumpel. No wiesz... - zakończyła kulawo Weasley.
- Niby tak. - westchneła Hermiona. - Ale teraz już pewnie spaliłam wszystkie mosty. Jestem ciekawa co się stanie w poniedziałek na eliksirach. Wiesz w końcu wciąż siedzę koło Goylle'a...
- Hhmm. Ja też. Znaczy jestem ciekawa. - powiedziała Ginny.
- Uhmm... - uśmiechnęła się Granger. Dziewczyny zeszły do Wielkiej Sali.
Usiadły, a Hermiona nałożyła sobie na talerz twarozek wiejski i rzodkiewke.
- O to chyba do ciebie. - powiedziała Ginny kiedy jakaś strasznie gruba sowa wylądowała Granger przed talerzem. Wyciągnęłs nóżke a dziewczyna złapała list.
- Nie otworzysz? - spytała Ginny kiedy puchacz odleciał, a Hermiona położyła list na stole wpatrujac się w niego.
- Za chwilę. - odpowiedziała. - Jak chcesz to otwórz.
- Kochana Hermiono, - zaczęła chichotać ruda. - Tutaj Wiktor. Stęskniłem się za smakiem twoich ussssmmmmmf. - mruknęła Ginny kiedy Granger zasłoniła jej usta dłonią i wyrwała list.
- Nic takiego nie napisał! - powiedziała machając Ginny listem przed twarzą i wskazując na niego palcem.
- Wiem. - powiedziała Weasley. - I Malfoy się na ciebie gapi. - dodała patrząc się na stół ślizgonów.
- Taaaa? - Granger rzuciła okiem na stół Slytherinu. -A gdzie siedzi?
- Nie siedzi tylko stoi Granger. - Hermiona podskoczyła kiedy usłyszała ironiczny głos nad swoim uchem. Odwróciła się i znalazła się twarzś w twarz z Malfoy'em.
- Czy szlamy nie wiedzą że trzeba się wywiązywać z danych obietnic? - wysyczał.
- Ja nic nie obiecywałam. Ty napisałeś liścik. - odpowiedziała Granger oschle. Kilku Gryfonow zaczęło się przyglądać tej scence. Na szczęście nie wielu ponieważ wiekszość jeszcze spała.
-A tobie co!?-spytal zaskoczony ślizgon.
-Nic.Zostaw mnie.
-Oj Granger.Tak postepujesz?A myślalem ze coś z tego będzie...-powiedział z błyskiem w oku ślizgon.
-Jeżeli myślałes że pójde z tobą do łożka to się myliłeś.-odburknęłam nie patrząć na niego,tylko na moją niedokończaną kanapkę.-Nie jestem taka jak inne dziewczyny które tam zaciągnąłeś.
-Nie zaciągnołem.Same przyszły.-pochwalił się Malfoy.
-No i dobrze.Ja tam nie pójde.-odgryzłam się.
-Przekonamy się.Jeszcze zobaczysz że tak.-
-Nie Malfoy i odczep się.Nie sypiam z tchórzofretkami.-powiedziałam i odsunęłam krzesło,przy okazji udeżając ślizgona w kolana,i odeszłam.
~~~
-Co jej jest..?-blondyn spytał Ginny.
-Nie wiem.Myśle że ma dość tego że nazywasz ją szlamą.-powiedziała dziewczyna i ruszyła za swoją przyjaciółką zostawiając Malfoya samego przy stole Gryfindoru.
Chłopak powoli podniósł list który lezał na blacie.
Droga Hermiono,
Tęsknie za tobą,mam nadzieje że niedługo się spotkamy...-zaczął czytać blondyn.Im dalej zataczał się w treść listu tym bardziej jego umysł wypełniało nie znane mu dotąd uczucie.Czuł sie zraniony,oszukany a zarazem nienawidził Wiktora z całego serca.Czy to możliwe ze przez niego ta gryfonka której nie potrafił się oprzeć odrzucała go? Nie.Uczucia to słabość a on nie jest słaby. To tylko zabawa,wmawiał sobie. Flirt. Ojciec się o tym nie dowie. Ojciec.Gdyby wiedział jak jego zasady wpajane chłopcowi do głowy przez piętnaście lat niszczyły go teraz. Tak chciałby żeby mógł bez wstydu powiedzieć rodzicom że Granger jest jego dziewczyną. Jego. Zgniótł list w ręku i ruszył w ślad za dwoma dziewczynami. Nie okazuj uczuć. Słyszał głos ojca w swojej głowie.Nie ukazuj uczuć. Nie wiele myśląc ruszył do sowiarni.Wiedział po co tam idzie.Wiedział dla kogo tam idzie.Po drodze zdążył wyciągnąć pióro i kawałek pergaminu.Naskrobał kilka słów,doczepił swój list oraz list od Kruma do nóżki sowy i wypuścił ją na zewnątrz.Jeszcze chwile wpatrywał się w malejacy kształt zwierzęcia,by po chwili odejść.Nie okazuj uczuć...
dramione
sobota, 25 stycznia 2014
poniedziałek, 13 stycznia 2014
Czy naprawdę jest z tobą tak źle?
Granger...
Szlamo...
Ponętna szlamo...
Spotkajmy się dzisiaj o ósmej pod Pokojem Życzeń...
Bóg Seksu.
Ponętna...
Hermiona zarumieniła się lekko.
Ponętna...
Ponętna Szlama.
Jak zwykle pełen kultury.
Granger prychnęła.
Dracon odwrócił się unosząć brew do góry. Hermiona zdobyła się na lekki uśmiech i wyszeptała
- Bóg Seksu? -
Malfoy wyszczerzył się.
- Bóg Seksu. - kiwnął głową.
Gryfonka uśmiechnęła się ironicznie.
- Coś się nie podoba, szlamusiu? - jego twarz wykrzywił dziwny grymas.
- Twoja obrzydliwa buźka, Smoczusiu.
- Szlamy. - potrząsnął głowa, i odwrócił się.
- Smoki. - mruknęła Granger.
- Co tam mamroczesz Granger? - twarz Malfoy'a znów odwróciła się w jej stronę.
- Ja nic nie mówiłam. Wiesz Malfoy jak się słyszy głosy, to znaczy że coś jest nie tak...
- Ale szlamusiu, przecież to JA nic nie mówiłem. To chyba ty słyszysz głosy...
- Ze mną jest tak samo dobrze jak z tobą.
- Ręce opadają. - ponownie potrząsnął głową.
- Niech odpadną.
- Ale bez rączek... Bedzie mi nie wygodnie... Robić coś... Buzią nie dosiegnę...
- Mafloy jesteś obrzydliwy! - Hermiona spojrzała sie na niego z nieukrywaną odrazą.
- Granger, Malfoy! Przestańcie rozmawiać!
Głos Profesora Snape'a sprawił że Hermiona podskoczyła, a Malfoy, odwrocił się w jego stronę.
Snape posłał Malfoy'owi wiele znaczące spojrzenie.
- Gryfindor minus pięć punktów. Granger nie po to cię przesadzałem żebyś gadała!
- Tak panie Profesorze. - Hermiona zarumieniła się.
- Pracujcie dalej.. - polecił i zaczął przechadzać się po klasie zaglądająć do kociołków uczniów. Hermiona wsadziła nos w podręcznik od eliksirów.
~~*~~
Kiedy Severus, narzekając na dzisiejszą mlodzież, wypuścił ich z lochów, Hermiona wpadła na Harry'ego.
- Hermi, i jak się siedziało z nowym chłopakiem? - Wyszczerzył się Potter.
- Gdzie jest Ron!? - nagle podeszła do nich Ginny.
- Idzie... - zaczęła Hermiona ale brutalnie jej przerwano.
- Ooo Potter i Weasley! - blondwłosy ślizgon, podszedł do Gryfonów.
- Weasley, maluszku a gdzie twój zły brat Łasic? - zakpił Malfoy, a wszyscy obecni wybuchneli śmiechem.
- B - Brat Łasic. - Hermionie po twarzy sciekały drobne łzy rozbawienia.
- O Rooon! - Ginny rownież płakała ze śmiechu. Ron rzucił krótkie spojrzenie na Hermionę, która dostała głupawki, i na Malfoy'a po czym odszedł.
- Obraził się.. - zauważył Harry. - Wiesz co Malfoy, równy z ciebie gość. - i z całej pety uderzył Malfoy'a w plecy aż huknęło.
- Ych, dzięki Potter. - Ślizgon podrapał się po głowie. - Dzięki.
- Co macie następne? - spytała Gin.
- Numerologie. -
- Wrózbiarstwo. -
- Zielarstwo. -
Powiedzieli Hermiona, Harry i Draco niemal jednocześnie i cała trójka uśmiechnęła się
- To ja uciekam bo Profesor Vector, odejmie mi punkty za spóźnienie.
- Żegnam Granger! - Malfoy wyszczerzył się do Hermiony. Ta obrzuciła go tylko przerażonym spojrzeniem i zaczeła odchodzić.
- Wyślij mi kartke! Nie zapominaj o mnie! Będę tęsknić! - blondyn machał jej ręką jak opętany.
- Starczy... - Ginny pociągnęła jego rękę w dół.
- Starczy! - Malfoy zaczął szarpać swoją dłonia w jej objęciach tak że ta trzęsła się jak galareta.
- Harry! - zawołała Potter'a. - Ratuj!
- Puszczaj moją ukochaną! - Mężny brunet wypiął pierś, i popędził w stronę "ukochanej".
- Aaa Harry ty oślinieńcu jeden! Puszczaj! - Ginerva wyrwała się z objęć obu chłopaków.
- Faceci! Napaleńcy! Dwa gumochłony oślizgłe! Weżogony! - i odeszła obrzucając ich coraz to gorszymi epitetami.
- To co Harry, za tydzień na piwko Kremowe?
- Się wie. - wyszczerzył się Potter.
~~*~~
Czas szybko mijał Hermionie, i po kilku chwilach szła na obiad. Po obiedzie miała jeszcze troche czasu, więc postanowiła wyjśc na błonia, żeby odetchnąć swieżym powietrzem. Był dopiero siódmy września, ale w górach Szkocji powietrze przesiąknięte było wonią nadchodzącej jesieni.
Ostatniej jesieni w Hogwarcie...
Kiedy otworzyła wrota zamku, zimne powietrze wypełniło jej płuca. Brązowowłosa wzięła głęboki oddech, kiedy wyszła na zewnątrz. Wiatr zmierzwił jej włosy. Na błoniach było kilku nielicznych uczniów, obitych w puchowe kurtki, handlujacych kartami z Czekoladowych Żab. Ruszyła w stronę jej ulubionego miejsca nad jeziorem. Było zakryte z trzech stron wierzbami, blisko jeziora. Kiedy Hermiona tam doszła, zauważyła że miejsce było już zajęte przez dwójkę całujących się osób. Westchneła i poszła kawałek dalej, gdzie na jej szczęście było wolne miejsce. Usiadła i przez moment wpatrywała się w powierzchnie jeziora, która pokryła się złotymi liśćmi masowo spadajacymi z drzew. Kiedy następny liść zaznaczył na tafli jeziora kręgi, Hermiona zaczęła wspominać. Przecież to był już jej ostatni rok... Przypomniało się jej kiedy z tego własnie jeziora wyłonił się Harry podczas Turnieju TrójMagicznego.
Martwiłam się...
Rozmyślenia dziewczyny zostały przerwane przez kruka, siedzącego na pobliskim drzewie. Odwrociła się ale zwierzę zdążyło odlecieć. Kruk przywołał kolejne wspomnienia. Tym razem z trzeciej klasy, kiedy razem z Harry'm ratowała Hardodzioba.
Hardodziob mógł zginać przez tą, przez tą fretkę...
A ty sie z nim dzisiaj spotykasz!
Nie mam wyboru.
Masz.
Chce się z nim spotkać.
Podoba ci się.
Nie możliwe.
A jednak.
Moze.
Napewno.
I to przez niego Hardodziob mógł zginąć.
Przez Malfoy'a...
Co ja właściwie robię!?
Gryfonka spotykająca się ze Ślizgonem...
I tak o mnie zapomni...
Dziewczyna poczuła jak do jej oczu naplywają łzy.
Głupi Malfoy.
Otarła oczy wierzchem dłoni, wstała z miejsca na którym siedziała i ruszyła w stronę zamku.
Głupi Malfoy...
Szlamo...
Ponętna szlamo...
Spotkajmy się dzisiaj o ósmej pod Pokojem Życzeń...
Bóg Seksu.
Ponętna...
Hermiona zarumieniła się lekko.
Ponętna...
Ponętna Szlama.
Jak zwykle pełen kultury.
Granger prychnęła.
Dracon odwrócił się unosząć brew do góry. Hermiona zdobyła się na lekki uśmiech i wyszeptała
- Bóg Seksu? -
Malfoy wyszczerzył się.
- Bóg Seksu. - kiwnął głową.
Gryfonka uśmiechnęła się ironicznie.
- Coś się nie podoba, szlamusiu? - jego twarz wykrzywił dziwny grymas.
- Twoja obrzydliwa buźka, Smoczusiu.
- Szlamy. - potrząsnął głowa, i odwrócił się.
- Smoki. - mruknęła Granger.
- Co tam mamroczesz Granger? - twarz Malfoy'a znów odwróciła się w jej stronę.
- Ja nic nie mówiłam. Wiesz Malfoy jak się słyszy głosy, to znaczy że coś jest nie tak...
- Ale szlamusiu, przecież to JA nic nie mówiłem. To chyba ty słyszysz głosy...
- Ze mną jest tak samo dobrze jak z tobą.
- Ręce opadają. - ponownie potrząsnął głową.
- Niech odpadną.
- Ale bez rączek... Bedzie mi nie wygodnie... Robić coś... Buzią nie dosiegnę...
- Mafloy jesteś obrzydliwy! - Hermiona spojrzała sie na niego z nieukrywaną odrazą.
- Granger, Malfoy! Przestańcie rozmawiać!
Głos Profesora Snape'a sprawił że Hermiona podskoczyła, a Malfoy, odwrocił się w jego stronę.
Snape posłał Malfoy'owi wiele znaczące spojrzenie.
- Gryfindor minus pięć punktów. Granger nie po to cię przesadzałem żebyś gadała!
- Tak panie Profesorze. - Hermiona zarumieniła się.
- Pracujcie dalej.. - polecił i zaczął przechadzać się po klasie zaglądająć do kociołków uczniów. Hermiona wsadziła nos w podręcznik od eliksirów.
~~*~~
Kiedy Severus, narzekając na dzisiejszą mlodzież, wypuścił ich z lochów, Hermiona wpadła na Harry'ego.
- Hermi, i jak się siedziało z nowym chłopakiem? - Wyszczerzył się Potter.
- Gdzie jest Ron!? - nagle podeszła do nich Ginny.
- Idzie... - zaczęła Hermiona ale brutalnie jej przerwano.
- Ooo Potter i Weasley! - blondwłosy ślizgon, podszedł do Gryfonów.
- Weasley, maluszku a gdzie twój zły brat Łasic? - zakpił Malfoy, a wszyscy obecni wybuchneli śmiechem.
- B - Brat Łasic. - Hermionie po twarzy sciekały drobne łzy rozbawienia.
- O Rooon! - Ginny rownież płakała ze śmiechu. Ron rzucił krótkie spojrzenie na Hermionę, która dostała głupawki, i na Malfoy'a po czym odszedł.
- Obraził się.. - zauważył Harry. - Wiesz co Malfoy, równy z ciebie gość. - i z całej pety uderzył Malfoy'a w plecy aż huknęło.
- Ych, dzięki Potter. - Ślizgon podrapał się po głowie. - Dzięki.
- Co macie następne? - spytała Gin.
- Numerologie. -
- Wrózbiarstwo. -
- Zielarstwo. -
Powiedzieli Hermiona, Harry i Draco niemal jednocześnie i cała trójka uśmiechnęła się
- To ja uciekam bo Profesor Vector, odejmie mi punkty za spóźnienie.
- Żegnam Granger! - Malfoy wyszczerzył się do Hermiony. Ta obrzuciła go tylko przerażonym spojrzeniem i zaczeła odchodzić.
- Wyślij mi kartke! Nie zapominaj o mnie! Będę tęsknić! - blondyn machał jej ręką jak opętany.
- Starczy... - Ginny pociągnęła jego rękę w dół.
- Starczy! - Malfoy zaczął szarpać swoją dłonia w jej objęciach tak że ta trzęsła się jak galareta.
- Harry! - zawołała Potter'a. - Ratuj!
- Puszczaj moją ukochaną! - Mężny brunet wypiął pierś, i popędził w stronę "ukochanej".
- Aaa Harry ty oślinieńcu jeden! Puszczaj! - Ginerva wyrwała się z objęć obu chłopaków.
- Faceci! Napaleńcy! Dwa gumochłony oślizgłe! Weżogony! - i odeszła obrzucając ich coraz to gorszymi epitetami.
- To co Harry, za tydzień na piwko Kremowe?
- Się wie. - wyszczerzył się Potter.
~~*~~
Czas szybko mijał Hermionie, i po kilku chwilach szła na obiad. Po obiedzie miała jeszcze troche czasu, więc postanowiła wyjśc na błonia, żeby odetchnąć swieżym powietrzem. Był dopiero siódmy września, ale w górach Szkocji powietrze przesiąknięte było wonią nadchodzącej jesieni.
Ostatniej jesieni w Hogwarcie...
Kiedy otworzyła wrota zamku, zimne powietrze wypełniło jej płuca. Brązowowłosa wzięła głęboki oddech, kiedy wyszła na zewnątrz. Wiatr zmierzwił jej włosy. Na błoniach było kilku nielicznych uczniów, obitych w puchowe kurtki, handlujacych kartami z Czekoladowych Żab. Ruszyła w stronę jej ulubionego miejsca nad jeziorem. Było zakryte z trzech stron wierzbami, blisko jeziora. Kiedy Hermiona tam doszła, zauważyła że miejsce było już zajęte przez dwójkę całujących się osób. Westchneła i poszła kawałek dalej, gdzie na jej szczęście było wolne miejsce. Usiadła i przez moment wpatrywała się w powierzchnie jeziora, która pokryła się złotymi liśćmi masowo spadajacymi z drzew. Kiedy następny liść zaznaczył na tafli jeziora kręgi, Hermiona zaczęła wspominać. Przecież to był już jej ostatni rok... Przypomniało się jej kiedy z tego własnie jeziora wyłonił się Harry podczas Turnieju TrójMagicznego.
Martwiłam się...
Rozmyślenia dziewczyny zostały przerwane przez kruka, siedzącego na pobliskim drzewie. Odwrociła się ale zwierzę zdążyło odlecieć. Kruk przywołał kolejne wspomnienia. Tym razem z trzeciej klasy, kiedy razem z Harry'm ratowała Hardodzioba.
Hardodziob mógł zginać przez tą, przez tą fretkę...
A ty sie z nim dzisiaj spotykasz!
Nie mam wyboru.
Masz.
Chce się z nim spotkać.
Podoba ci się.
Nie możliwe.
A jednak.
Moze.
Napewno.
I to przez niego Hardodziob mógł zginąć.
Przez Malfoy'a...
Co ja właściwie robię!?
Gryfonka spotykająca się ze Ślizgonem...
I tak o mnie zapomni...
Dziewczyna poczuła jak do jej oczu naplywają łzy.
Głupi Malfoy.
Otarła oczy wierzchem dłoni, wstała z miejsca na którym siedziała i ruszyła w stronę zamku.
Głupi Malfoy...
czwartek, 9 stycznia 2014
Liścik...
Kiedy dziewczyny tuliły się do siebie, do pokoju wspólnego wparowali Ron razem z Harry'm, i rzucili się na kanapę obok nich.
Krzywołap wskoczył Ron'owi na kolana ale ten z nietęgą miną zrzucił futrzaka na podłogę.
- Ron!! - Hermiona puściła Ginny, podnosząc kotka z podłogi. Krzywy miauknąl żałośnie, ocierając się o pierś właścicielki mrucząc głośno.
- No co? Niech na mnie wylęgarnia pcheł nie włazi. - potrząsnął ramionami. - To tylko kot...
- TYLKO kot!? Ronaldzie Weasley, to nie jest TYLKO kot. To jest żywe zwierzę! Jak mogłes go tak potraktowac!? Z facetami są same problemy, ale ty jesteś pięć razy bardziej problematyczny!
- Ale...
- Nie przerywaj mi! Jesteś. Upartym. Głupim. Egoistycznym. Facetem! - Granger zaakcentowala każde słowo uderzeniem w blat stołu.
- Uuu zaraz się zacznie... -
Hermiona spojrzała sie na niego z chęcią mordu w oczach.
Dlaczego on musi udawać Malfoy'a... - przypomniał się jej incydent, z przed czterech lat, kiedy byli w trzeciej klasie.
Cztery lata temu...
- Cholera Ron ja mam cię już serdecznie dość! -
- A ja mam dośc twojego kujonstwa!! Jeszcze ani razu się nie spóźniłaś na lekcje! - wykrzyczał rudzielec.
- Spóźnić sie? Jeszcze zobaczysz! Zobaczysz ze jutro się spóźnie! - wstała, nadepnęła Ron'owi na nogę i odeszła w stronę damskiej sypialni.
Rzuciła się na łóżko, i podciągnęła kołdrę pod sam nos.
Leżała przez chwilę, zachodzące słońce wlewalo sie do pokoju przez odsłonięte okno oświetlając pokój na pomarańczowo. Niebo zmieniło kolor na błękitno szary.
Kolor oczu Malfoy'a...
O czym ty myślisz Hermiono Granger! - skarciła sama siebie. On nie jest dla ciebie... Nie dla ciebie! - próbowała przekonać sama siebie. Potem zasnęła.
~~*~~
Obudziło ją pukanie do okna. Powoli rozchyliła powieki. Usłyszała chrapanie Parvati Patil. Już ranek... Ziewnęła i przeciągneła się.
Pukanie do okna powtórzyło się.
Za oknem siedziała płomykówka.
Jedna ze szkolnych...
Kiedy dziewczyna wpuścila ją do środka, ta wyciągnęła nóżkę.
Gryfonka odwinęła pergamin od nóżki ptaka, a zwierzę odleciało.
Hermi...
Przepraszam za wczoraj.
Ja nie chciałem żeby to tak wyszło..
Możesz spalić ten list, ale naprawde mi przykro...
Ron
PS: Spóźnisz się...?
Spóźnie...
Nie.
Tak.
Może.
Hermiona zaczęła się ubierać.
Nie będę robić, czegoś co on mi karze... Koci rzeźnik.
- Dooobry... - przywitała ją ziewająca Lavender, ktora właśnie wstała.
- Dobry.
Hermiona nie była zbyt towarzyska. Nie przepadała za towarzystwem dziewczyn, jedynie tolerowała Ginny. Dlatego kiedy inne domowniczki zaczęły się budzić, pożegnała się z nimi i wyszła do Pokoju Wspólnego.
Rzuciła Ron'owi siedzącemu na kanapie, pogardliwe spojrzenie kiedy przechodziła pod portretem Grubej Damy.
~~*~~
W Wielkiej Sali panował gwar. Zawsze było głośno w porze posiłków. Usiadła na swoim miejscu patrząc po twarzach, ludzi w Wielkiej Sali.
Gryfoni.
Krukoni.
Puchoni.
I Ślizgoni.
Wszyscy w jednej sali.
Jakże śmiesznie to wyglądało...
Hermiona sięgnęła po miskę z owsianką, stojacą najbliżej.
Lubiła owsiankę.
Zaczęla jeść.
Owsianka przypominała jej...
Włosy Malfoy'a.
Przestań w końcu o nim mysleć!
To tylko owsianka!
Kiedy zjadła, zerkneła na swój plan lekcji ktory dostała od profesor McGonnagal.
Eliksiry...
Spojrzała raz jeszcze.
Eliksiry ze ślizgonami. Pierwsza lekcja we wtorek. Na gacie Merlina!
Do sali weszli Harry z Ron'em więc Hermiona uznała że to dobry czas żeby sie ulotnić.
Harry byl w porzadku ale Ron...
Ron'a miała już serdecznie dość.
~~*~~
Kiedy stała pod klasą w lochach, gdzie zrobił się już nie mały tłum, podszedł do niej Ron.
- Dostałas list?
- Może.
- Wybaczysz?
- Nie.
- Ale...
- Idź sobie.
Ron odszedł.
Ale kiedy tylko Ron odszedł, Hermiona poczuła wyrzuty sumienia. Może była za ostra...
- CISZA! - warknął Snape który pojawił się nie wiadomo skąd.
- Do środka! - zarządził chociaz wszyscy uczniowie już w środku klasy byli.
- Nie mam zamiaru marnować dzisiejszej lekcji! Tak wiec podzielicie się w pary i zaczniecie pracę nad eliksirem zapomnienia. Instrukcje są na tablicy. I nie wdychajcie oparów. Można... Zapomnieć.
- Hej Hermi! - Harry przysunął się do Hermiony. - Wiesz że jesteś moją najlepszą przyjaciółką...
- Siadaj. - przesunęła swoją torbe z wolnego miejsca.
- Jesteś boska! - wyszczerzył się.
- Wiem. A to tylko jedna z moich zalet. - uśmiechnęła się wyciagając potrzebne ingridie z torby.
- Ciągle sie gniewasz na Ron'a? - spytał po długiej chwili milczenia.
- Tak. - orzekła Hermiona odmierzajac sok z ogona traszki.
- Granger, Potter! - Snape wypowiedzial nazwisko Harry'ego z nieukrywaną niechęcią. - Chyba mówiłem wyraźnie, NIE marnujemy dzisiejszej lekcji. Potter powiedz mi czy ty wiesz co oznacza NIE?
- Nie panie profesorze. - powiedział uśmiechając się.
- Ja tu nerwicy przez ciebie dostanę. Potter szlaban Granger przesiadasz się. Do pana Crabbe. Dobrana z was para. - rzekl snape a klasa wybuchnela smiechem.
Hermiona zmeła w zebach przekleństwo, i zebrała swoje rzeczy.
- Szlam! - wyszczerzył sie Crabbe.
- Bez mózg!
- Granger proszę zachowuj się. - przewrócił oczami Snape.
- Ale..
- Minus pięć punktow dla Gryfonow. Chcesz dodać coś jeszcze? "Panie Profesorze" byłoby dobrym zakończeniem.
- Panie profesorze.
O a to kto?
Hermiona wzięła linijke i dziabnęła siedzącą przed nią dziewczynę. Dizewczyna siedziała koło jakiegoś blondyna na którego Granger nie zwróciła większej uwagi. Hermiona odskoczyła do tyłu kiedy osoba którą dziabnęła odwrócła się.
Pansy!
- Czego!? - szczeknęła.
Siedzacy koło niej chlopak odwrócił się.
O Merlinie,Malfoy!
- Nic mopsiku. Pomyliłam cię z Potter' em. - i brazowowłosa wyszczerzyła się.
- Ja ci dam Potter'a! - szczeknęła raz jeszcze i odwróciła się. Na szczęście Malfoy bez żadnych komentarzy rownież się odwrócił.
Kamien z serca.
Kiedy eliksir Hermiony miał już srebrną barwę, Malfoy objął Pansy ramieniem.
Hermiona poczuła małe ukłucie w sercu, ale wmówiła sobie że to skurcz.
Przecież nie jestem zazdrosna o fretke.
Ale kiedy blondyn zaczął trząść ramieniem, zauważyla zirytowana że w dłoni, trzyma kawałek pergaminu.
Pewnie do Crabbe'a...
Ale na karteczce bylo jej imię.
Co on chce... Sięgneła po pergamin.
Nie wiedziała czemu to robi była w jakimś transie. Pewnie jest pełen obelg... pomyslała ale nie cofnęła reki.
Kiedy jej palce styknęły się z palcami Malfoy'a, po karku przebiegł jej dreszcz.
Jakie one zimne...
Kiedy karteczka była w posiadaniu Hermiony, ręka Malfoy'a wylądowała na ławce, a on odsunał się od Parkinson
Krzywołap wskoczył Ron'owi na kolana ale ten z nietęgą miną zrzucił futrzaka na podłogę.
- Ron!! - Hermiona puściła Ginny, podnosząc kotka z podłogi. Krzywy miauknąl żałośnie, ocierając się o pierś właścicielki mrucząc głośno.
- No co? Niech na mnie wylęgarnia pcheł nie włazi. - potrząsnął ramionami. - To tylko kot...
- TYLKO kot!? Ronaldzie Weasley, to nie jest TYLKO kot. To jest żywe zwierzę! Jak mogłes go tak potraktowac!? Z facetami są same problemy, ale ty jesteś pięć razy bardziej problematyczny!
- Ale...
- Nie przerywaj mi! Jesteś. Upartym. Głupim. Egoistycznym. Facetem! - Granger zaakcentowala każde słowo uderzeniem w blat stołu.
- Uuu zaraz się zacznie... -
Hermiona spojrzała sie na niego z chęcią mordu w oczach.
Dlaczego on musi udawać Malfoy'a... - przypomniał się jej incydent, z przed czterech lat, kiedy byli w trzeciej klasie.
Cztery lata temu...
- Cholera Ron ja mam cię już serdecznie dość! -
- A ja mam dośc twojego kujonstwa!! Jeszcze ani razu się nie spóźniłaś na lekcje! - wykrzyczał rudzielec.
- Spóźnić sie? Jeszcze zobaczysz! Zobaczysz ze jutro się spóźnie! - wstała, nadepnęła Ron'owi na nogę i odeszła w stronę damskiej sypialni.
Rzuciła się na łóżko, i podciągnęła kołdrę pod sam nos.
Leżała przez chwilę, zachodzące słońce wlewalo sie do pokoju przez odsłonięte okno oświetlając pokój na pomarańczowo. Niebo zmieniło kolor na błękitno szary.
Kolor oczu Malfoy'a...
O czym ty myślisz Hermiono Granger! - skarciła sama siebie. On nie jest dla ciebie... Nie dla ciebie! - próbowała przekonać sama siebie. Potem zasnęła.
~~*~~
Obudziło ją pukanie do okna. Powoli rozchyliła powieki. Usłyszała chrapanie Parvati Patil. Już ranek... Ziewnęła i przeciągneła się.
Pukanie do okna powtórzyło się.
Za oknem siedziała płomykówka.
Jedna ze szkolnych...
Kiedy dziewczyna wpuścila ją do środka, ta wyciągnęła nóżkę.
Gryfonka odwinęła pergamin od nóżki ptaka, a zwierzę odleciało.
Hermi...
Przepraszam za wczoraj.
Ja nie chciałem żeby to tak wyszło..
Możesz spalić ten list, ale naprawde mi przykro...
Ron
PS: Spóźnisz się...?
Spóźnie...
Nie.
Tak.
Może.
Hermiona zaczęła się ubierać.
Nie będę robić, czegoś co on mi karze... Koci rzeźnik.
- Dooobry... - przywitała ją ziewająca Lavender, ktora właśnie wstała.
- Dobry.
Hermiona nie była zbyt towarzyska. Nie przepadała za towarzystwem dziewczyn, jedynie tolerowała Ginny. Dlatego kiedy inne domowniczki zaczęły się budzić, pożegnała się z nimi i wyszła do Pokoju Wspólnego.
Rzuciła Ron'owi siedzącemu na kanapie, pogardliwe spojrzenie kiedy przechodziła pod portretem Grubej Damy.
~~*~~
W Wielkiej Sali panował gwar. Zawsze było głośno w porze posiłków. Usiadła na swoim miejscu patrząc po twarzach, ludzi w Wielkiej Sali.
Gryfoni.
Krukoni.
Puchoni.
I Ślizgoni.
Wszyscy w jednej sali.
Jakże śmiesznie to wyglądało...
Hermiona sięgnęła po miskę z owsianką, stojacą najbliżej.
Lubiła owsiankę.
Zaczęla jeść.
Owsianka przypominała jej...
Włosy Malfoy'a.
Przestań w końcu o nim mysleć!
To tylko owsianka!
Kiedy zjadła, zerkneła na swój plan lekcji ktory dostała od profesor McGonnagal.
Eliksiry...
Spojrzała raz jeszcze.
Eliksiry ze ślizgonami. Pierwsza lekcja we wtorek. Na gacie Merlina!
Do sali weszli Harry z Ron'em więc Hermiona uznała że to dobry czas żeby sie ulotnić.
Harry byl w porzadku ale Ron...
Ron'a miała już serdecznie dość.
~~*~~
Kiedy stała pod klasą w lochach, gdzie zrobił się już nie mały tłum, podszedł do niej Ron.
- Dostałas list?
- Może.
- Wybaczysz?
- Nie.
- Ale...
- Idź sobie.
Ron odszedł.
Ale kiedy tylko Ron odszedł, Hermiona poczuła wyrzuty sumienia. Może była za ostra...
- CISZA! - warknął Snape który pojawił się nie wiadomo skąd.
- Do środka! - zarządził chociaz wszyscy uczniowie już w środku klasy byli.
- Nie mam zamiaru marnować dzisiejszej lekcji! Tak wiec podzielicie się w pary i zaczniecie pracę nad eliksirem zapomnienia. Instrukcje są na tablicy. I nie wdychajcie oparów. Można... Zapomnieć.
- Hej Hermi! - Harry przysunął się do Hermiony. - Wiesz że jesteś moją najlepszą przyjaciółką...
- Siadaj. - przesunęła swoją torbe z wolnego miejsca.
- Jesteś boska! - wyszczerzył się.
- Wiem. A to tylko jedna z moich zalet. - uśmiechnęła się wyciagając potrzebne ingridie z torby.
- Ciągle sie gniewasz na Ron'a? - spytał po długiej chwili milczenia.
- Tak. - orzekła Hermiona odmierzajac sok z ogona traszki.
- Granger, Potter! - Snape wypowiedzial nazwisko Harry'ego z nieukrywaną niechęcią. - Chyba mówiłem wyraźnie, NIE marnujemy dzisiejszej lekcji. Potter powiedz mi czy ty wiesz co oznacza NIE?
- Nie panie profesorze. - powiedział uśmiechając się.
- Ja tu nerwicy przez ciebie dostanę. Potter szlaban Granger przesiadasz się. Do pana Crabbe. Dobrana z was para. - rzekl snape a klasa wybuchnela smiechem.
Hermiona zmeła w zebach przekleństwo, i zebrała swoje rzeczy.
- Szlam! - wyszczerzył sie Crabbe.
- Bez mózg!
- Granger proszę zachowuj się. - przewrócił oczami Snape.
- Ale..
- Minus pięć punktow dla Gryfonow. Chcesz dodać coś jeszcze? "Panie Profesorze" byłoby dobrym zakończeniem.
- Panie profesorze.
O a to kto?
Hermiona wzięła linijke i dziabnęła siedzącą przed nią dziewczynę. Dizewczyna siedziała koło jakiegoś blondyna na którego Granger nie zwróciła większej uwagi. Hermiona odskoczyła do tyłu kiedy osoba którą dziabnęła odwrócła się.
Pansy!
- Czego!? - szczeknęła.
Siedzacy koło niej chlopak odwrócił się.
O Merlinie,Malfoy!
- Nic mopsiku. Pomyliłam cię z Potter' em. - i brazowowłosa wyszczerzyła się.
- Ja ci dam Potter'a! - szczeknęła raz jeszcze i odwróciła się. Na szczęście Malfoy bez żadnych komentarzy rownież się odwrócił.
Kamien z serca.
Kiedy eliksir Hermiony miał już srebrną barwę, Malfoy objął Pansy ramieniem.
Hermiona poczuła małe ukłucie w sercu, ale wmówiła sobie że to skurcz.
Przecież nie jestem zazdrosna o fretke.
Ale kiedy blondyn zaczął trząść ramieniem, zauważyla zirytowana że w dłoni, trzyma kawałek pergaminu.
Pewnie do Crabbe'a...
Ale na karteczce bylo jej imię.
Co on chce... Sięgneła po pergamin.
Nie wiedziała czemu to robi była w jakimś transie. Pewnie jest pełen obelg... pomyslała ale nie cofnęła reki.
Kiedy jej palce styknęły się z palcami Malfoy'a, po karku przebiegł jej dreszcz.
Jakie one zimne...
Kiedy karteczka była w posiadaniu Hermiony, ręka Malfoy'a wylądowała na ławce, a on odsunał się od Parkinson
wtorek, 7 stycznia 2014
Na mnie cię nie stać, Malfoy
- Możesz mnie przepuścić? - spytała brazowowłosa dziewczyna znana jako Hermiona Granger.
- Nie - taką odpowiedź otrzymała od uśmiechajacego sie ironicznie Dracona Malfoy'a. Jak zwykle.
- Nie? To sama przejde. - powiedziała i ruszyła w jego strone. Korytarz w pociagu był waski wiec stykała sie z Malfoyem cialem. Nawet, nawet.
Mrrrau, przyjemnie. - pomyślala ale zaraz skarcila sie za tą myśl. To w końcu ten dupek Malfoy.
- Granger, nie dotykaj mnie. Jeszcze mi ubrudzisz szaty szlamem. - powiedział blondwłosy odsuwajac sie z niechęcią. I jak zwykle używał swojego tonu, przepełnionego pogardą. Trzeba było wiedzieć ze Dracon Malfoy, z wielo pokoleniowej rodziny czystokrwistych, gardził kazdym kto miał szlamowatą krew. Czyli był dzieckiem mugoli. A Granger, Granger własnie owym dzieckiem nie magicznych była. Była szlamą.
- A co ci przeszkadza moj szlam? Gdybyś nie zauważyl takie slimaki jak ty nim ociekają. - odgryzła się i ruszyła w stronę jakiegoś wolnego przedziału. Malfoy złapał ją za nadgarstek. Odwrociła się i przyglądała się chłopakowi przez chwilę. Zmienił się. A ten gest? Co miał oznaczać? Chłopak pałający nienawiscią do wszystkich szlam i zdrajców krwi. Malfoy. A teraz stoi tutaj, i trzyma ją za rekę. I to było niezwykłe. A jego wygląd również był niezwykły. Zawsze blady z ironicznym uśmiechem, chudy. I ta pogarda w oczach. Już tego nie było. Teraz stał przed nią odrobine opalony wysoki chłopak, z koszulka opinajaca miesnie klatki piersiowej. I ten ironiczny uśmiech w ktorym było coś innego niż zwykle. Nagle opamietała się i wyrwała rękę z jego uścisku. O czym ty myślałaś? Malfoy wielbiciel szlam!? Zapomnij! Bajki są dla małych dzieci, a nie dla ciebie kochaniutka. Pełnoletność na karku, a ty w bajeczki wierzysz... Tak, musiało się jej coś przewidzieć. Pewnie zaraz obrzuci ja kolejnymi epitetami, o szlamie.
Ale tak się nie stało.
- Chcesz coś dodać? - spytała unosząc brew. Dziwne.
Malfoy otworzył usta. To nie tak mialo być! Ty dupku, czemu złapaleś tą szlamę za rekę!? Dobrze że nikt nie widział. Arystokrata stal wpatrujac się w Granger z otwartymi ustami. Nie zbyt arystokratyczna poza.
-Nie? To wybacz ale chciałabym znaleźć sobie wolny przedział zanim będą zajęte. - powiedziała dziewczyna i odeszła. Malfoy wciąż stał na środku korytarza z otwartymi ustami.
Znalazła przedział. Otworzyła drzwi, i dyskretnie spojrzała w miejsce gdzie przed chwila stała razem z Malfoy'em. Odwrocił się i odchodził w głąb korytarza. Gryfonka weszła do przedziału.
- Hermiona! - rykneli Ron i Harry jednocześnie.
- Też się cieszę że was widzę. - Uśmiechnęła się, i przytuliła najpierw Harry'ego potem Ron'a. Spojrzała na nich z uśmiechem. Strasznie urośli.
- Jeszcze trochę i bedziesz wyższy od wieży Eiffla Ron! - uśmiechnęła się. Jak dobrze być wśród przyjaciół... - zdążyła pomyśleć zanim została zbombardowana pytaniami.
- Opowiadaj! - rzucił Harry.
- Ale co? - spytała troche rozkojarzona.
- Wakacje! Jak było na wakacjach?
- Hmmm... Wakacyjnie. - Powiedziała. No bo chyba tak było. I Malfoy'owato, widziała go kilka razy w ciagu wakacji. Ale o tym nie powiem. Zabili by ją gdyby powiedziała.
- To to wiem. - powiedział Ron - U mnie też było wakacyjnie.
- To po co się pytasz? - powiedziała, a po chwili uśmiechnęła sie jeszcze szerzej.
Po godzinie jazdy, razem z Ronem przebrała się w szkolne szaty i żegnajac się z Harry'm poszli do przedziału prefektow.
- Panna Granger i pan Weasley. Siadajcie. - przywitala ich McGonagall.
- Są już wszyscy. A wiec, jak co roku będziecie patrolować korytarz, lecz ponieważ zdaża się że pochłonięci rozmową nie zwracacie uwagi na pewne incydenty na które zwracać uwage powinniście, ja podziele was na pary. Tak będzie lepiej.
Swietnie! -pomyślała Hermiona.- Ciekawe kto mi sie trafi?
Rozejrzala się po twarzach zebranych w przedziale.
Malfoy z ręką na ramieniu Pansy, rozłożony na siedzeniu, puścił jej oczko.
Co jest do cholery? Ja się chyba przewidziałam... Obiegła już cały przedział wzrokiem kiedy odezwała się McGonnagal.
- Weasley i McMillan. Granger i Parkinson. Malfoy i Abbott. Bones i Finnigam. Świetnie! A teraz idzcie! -wygoniła wszystkich z przedziału.
- Odsuń się! - pisnęła Parkinson i odepchnęła Hannah od Malfoya. Uwiesiła sie jego ramienia.
- My będziemy razem patrolować pociag! - oznajmiła, wskazujac palcem siebie i Malfoy'a, chociaż nikt jej nie słuchał.
Malfoy uśmiechnął sie.
- Świetnie. Hannah ty bedziesz ze mną. - Hermiona uśmiechnęła się przymilnie do dziewczyny.
Wszyscy sie rozeszli. Po kilku minutach Hannah stwierdziła że musi skorzystać z łazienki. Zapewniła Hermionę że za chwilę wróci. Patrlowała więc korytarze sama. Zaczęła mysleć o nadchodzącym roku szkolnym. To już ostatni.
- No, no kogo my tu mamy? - z zamyślenia wyrwał dziewczynę ironiczny glos. Podniosła głowe.
- Szlama jest sama? Przecież to niebezpieczne. - powiedział Malfoy zamykajac drzwi jakiegos przedziału i opierając się o nie.
- Masz racje. Przecież po pociagu chodzi pełno takich zboczeńcy jak ty gotowych wykorzystać mnie seksualnie na oczach tych wszystkich uczniów i nauczycieli. - powiedziała wzdychając.
- Odwal się Malfoy.
- Bądź grzeczna. Ile kosztujesz szlamo? Gdybym tylko chciał mógłbym cię mieć.
- Na mnie cię nie stać Malfoy.
- Tak uważasz? - uniosł ironicznie brew.
- Na mnie cię nie stać. - próbowala przejść dalej ale zablokował jej przejście.
- Odwołaj to. Mnie stać na wszystko.
- Nie na mnie. Przepuść mnie. Proszę. -
- Odwołaj to a przejdziesz. - na chłopaka nie działało żadne przepraszam.
- Nudzi ci się? Zgubiłes mopsa i już nie masz co robić, tylko niszczyć innym życie? - wysapała wściekła. Pożałujesz... - pomyślała...
- Oj Granger... Gdybym ja tylko to zgubił...
- Zapomniałam, przecież mózg też straciłeś. - odepchnęła go. Przeszła. Nie zawołał za nią.
I odbiłem sobie za to że złapałem ją za rękę. Nigdy wiecej. - Malfoy odszedł.
~~*~~
- Kochana nie przejmuj się nim. Wiesz przecież że to tylko Malfoy. Na prawdę nie masz się czym przejmować. - Ginny siedziała obok przyjaciółki obejmując ja ramieniem.
- Wiem. Ale mam go już dość.
- Czy ty przypadkiem na niego nie lecisz? - spytała ruda. - Tak myślałam.
- Nie lece! Gin ja nie wiem jak ja się czuję. Nienawidzę go z całego serca, a jednak jest w nim coś co mnie pociąga.
- Rozumiem. Nie martw się wszystko będzie w porządku. Naprawdę to minie. I wszystko ci się ułoży.
Hermiona przytaknęła. Chciała wierzyć przyjaciółce. Czuła się taka samotna.
Nie żeby przejmowała się tym o czym gada Malfoy. To tylko ten głupi ślizgon.
Przystojny ślizgon.
Przystojny ślizgon który na ciebie leci.
Jasne.
On tak tylko...
Mrugnał.
Zatrzepotał rzęsami.
Bo mu puder z czoła wsypał się do oczu.
Tak, tak.
Puder.
No bo...
On nie mógł na nią lecieć.
A to że miała słabość do jego oczu...
To przejdzie.
Na pewno.
Wtorek 07.01.2014rok
- Nie - taką odpowiedź otrzymała od uśmiechajacego sie ironicznie Dracona Malfoy'a. Jak zwykle.
- Nie? To sama przejde. - powiedziała i ruszyła w jego strone. Korytarz w pociagu był waski wiec stykała sie z Malfoyem cialem. Nawet, nawet.
Mrrrau, przyjemnie. - pomyślala ale zaraz skarcila sie za tą myśl. To w końcu ten dupek Malfoy.
- Granger, nie dotykaj mnie. Jeszcze mi ubrudzisz szaty szlamem. - powiedział blondwłosy odsuwajac sie z niechęcią. I jak zwykle używał swojego tonu, przepełnionego pogardą. Trzeba było wiedzieć ze Dracon Malfoy, z wielo pokoleniowej rodziny czystokrwistych, gardził kazdym kto miał szlamowatą krew. Czyli był dzieckiem mugoli. A Granger, Granger własnie owym dzieckiem nie magicznych była. Była szlamą.
- A co ci przeszkadza moj szlam? Gdybyś nie zauważyl takie slimaki jak ty nim ociekają. - odgryzła się i ruszyła w stronę jakiegoś wolnego przedziału. Malfoy złapał ją za nadgarstek. Odwrociła się i przyglądała się chłopakowi przez chwilę. Zmienił się. A ten gest? Co miał oznaczać? Chłopak pałający nienawiscią do wszystkich szlam i zdrajców krwi. Malfoy. A teraz stoi tutaj, i trzyma ją za rekę. I to było niezwykłe. A jego wygląd również był niezwykły. Zawsze blady z ironicznym uśmiechem, chudy. I ta pogarda w oczach. Już tego nie było. Teraz stał przed nią odrobine opalony wysoki chłopak, z koszulka opinajaca miesnie klatki piersiowej. I ten ironiczny uśmiech w ktorym było coś innego niż zwykle. Nagle opamietała się i wyrwała rękę z jego uścisku. O czym ty myślałaś? Malfoy wielbiciel szlam!? Zapomnij! Bajki są dla małych dzieci, a nie dla ciebie kochaniutka. Pełnoletność na karku, a ty w bajeczki wierzysz... Tak, musiało się jej coś przewidzieć. Pewnie zaraz obrzuci ja kolejnymi epitetami, o szlamie.
Ale tak się nie stało.
- Chcesz coś dodać? - spytała unosząc brew. Dziwne.
Malfoy otworzył usta. To nie tak mialo być! Ty dupku, czemu złapaleś tą szlamę za rekę!? Dobrze że nikt nie widział. Arystokrata stal wpatrujac się w Granger z otwartymi ustami. Nie zbyt arystokratyczna poza.
-Nie? To wybacz ale chciałabym znaleźć sobie wolny przedział zanim będą zajęte. - powiedziała dziewczyna i odeszła. Malfoy wciąż stał na środku korytarza z otwartymi ustami.
Znalazła przedział. Otworzyła drzwi, i dyskretnie spojrzała w miejsce gdzie przed chwila stała razem z Malfoy'em. Odwrocił się i odchodził w głąb korytarza. Gryfonka weszła do przedziału.
- Hermiona! - rykneli Ron i Harry jednocześnie.
- Też się cieszę że was widzę. - Uśmiechnęła się, i przytuliła najpierw Harry'ego potem Ron'a. Spojrzała na nich z uśmiechem. Strasznie urośli.
- Jeszcze trochę i bedziesz wyższy od wieży Eiffla Ron! - uśmiechnęła się. Jak dobrze być wśród przyjaciół... - zdążyła pomyśleć zanim została zbombardowana pytaniami.
- Opowiadaj! - rzucił Harry.
- Ale co? - spytała troche rozkojarzona.
- Wakacje! Jak było na wakacjach?
- Hmmm... Wakacyjnie. - Powiedziała. No bo chyba tak było. I Malfoy'owato, widziała go kilka razy w ciagu wakacji. Ale o tym nie powiem. Zabili by ją gdyby powiedziała.
- To to wiem. - powiedział Ron - U mnie też było wakacyjnie.
- To po co się pytasz? - powiedziała, a po chwili uśmiechnęła sie jeszcze szerzej.
Po godzinie jazdy, razem z Ronem przebrała się w szkolne szaty i żegnajac się z Harry'm poszli do przedziału prefektow.
- Panna Granger i pan Weasley. Siadajcie. - przywitala ich McGonagall.
- Są już wszyscy. A wiec, jak co roku będziecie patrolować korytarz, lecz ponieważ zdaża się że pochłonięci rozmową nie zwracacie uwagi na pewne incydenty na które zwracać uwage powinniście, ja podziele was na pary. Tak będzie lepiej.
Swietnie! -pomyślała Hermiona.- Ciekawe kto mi sie trafi?
Rozejrzala się po twarzach zebranych w przedziale.
Malfoy z ręką na ramieniu Pansy, rozłożony na siedzeniu, puścił jej oczko.
Co jest do cholery? Ja się chyba przewidziałam... Obiegła już cały przedział wzrokiem kiedy odezwała się McGonnagal.
- Weasley i McMillan. Granger i Parkinson. Malfoy i Abbott. Bones i Finnigam. Świetnie! A teraz idzcie! -wygoniła wszystkich z przedziału.
- Odsuń się! - pisnęła Parkinson i odepchnęła Hannah od Malfoya. Uwiesiła sie jego ramienia.
- My będziemy razem patrolować pociag! - oznajmiła, wskazujac palcem siebie i Malfoy'a, chociaż nikt jej nie słuchał.
Malfoy uśmiechnął sie.
- Świetnie. Hannah ty bedziesz ze mną. - Hermiona uśmiechnęła się przymilnie do dziewczyny.
Wszyscy sie rozeszli. Po kilku minutach Hannah stwierdziła że musi skorzystać z łazienki. Zapewniła Hermionę że za chwilę wróci. Patrlowała więc korytarze sama. Zaczęła mysleć o nadchodzącym roku szkolnym. To już ostatni.
- No, no kogo my tu mamy? - z zamyślenia wyrwał dziewczynę ironiczny glos. Podniosła głowe.
- Szlama jest sama? Przecież to niebezpieczne. - powiedział Malfoy zamykajac drzwi jakiegos przedziału i opierając się o nie.
- Masz racje. Przecież po pociagu chodzi pełno takich zboczeńcy jak ty gotowych wykorzystać mnie seksualnie na oczach tych wszystkich uczniów i nauczycieli. - powiedziała wzdychając.
- Odwal się Malfoy.
- Bądź grzeczna. Ile kosztujesz szlamo? Gdybym tylko chciał mógłbym cię mieć.
- Na mnie cię nie stać Malfoy.
- Tak uważasz? - uniosł ironicznie brew.
- Na mnie cię nie stać. - próbowala przejść dalej ale zablokował jej przejście.
- Odwołaj to. Mnie stać na wszystko.
- Nie na mnie. Przepuść mnie. Proszę. -
- Odwołaj to a przejdziesz. - na chłopaka nie działało żadne przepraszam.
- Nudzi ci się? Zgubiłes mopsa i już nie masz co robić, tylko niszczyć innym życie? - wysapała wściekła. Pożałujesz... - pomyślała...
- Oj Granger... Gdybym ja tylko to zgubił...
- Zapomniałam, przecież mózg też straciłeś. - odepchnęła go. Przeszła. Nie zawołał za nią.
I odbiłem sobie za to że złapałem ją za rękę. Nigdy wiecej. - Malfoy odszedł.
~~*~~
- Kochana nie przejmuj się nim. Wiesz przecież że to tylko Malfoy. Na prawdę nie masz się czym przejmować. - Ginny siedziała obok przyjaciółki obejmując ja ramieniem.
- Wiem. Ale mam go już dość.
- Czy ty przypadkiem na niego nie lecisz? - spytała ruda. - Tak myślałam.
- Nie lece! Gin ja nie wiem jak ja się czuję. Nienawidzę go z całego serca, a jednak jest w nim coś co mnie pociąga.
- Rozumiem. Nie martw się wszystko będzie w porządku. Naprawdę to minie. I wszystko ci się ułoży.
Hermiona przytaknęła. Chciała wierzyć przyjaciółce. Czuła się taka samotna.
Nie żeby przejmowała się tym o czym gada Malfoy. To tylko ten głupi ślizgon.
Przystojny ślizgon.
Przystojny ślizgon który na ciebie leci.
Jasne.
On tak tylko...
Mrugnał.
Zatrzepotał rzęsami.
Bo mu puder z czoła wsypał się do oczu.
Tak, tak.
Puder.
No bo...
On nie mógł na nią lecieć.
A to że miała słabość do jego oczu...
To przejdzie.
Na pewno.
Wtorek 07.01.2014rok
Subskrybuj:
Posty (Atom)
